La donna e mobile...
środa, 17 kwietnia 2013
Organizacja przede wszystkim!

Ha! Nie ma to jak sobie zorganizować pracę. Najpierw po 8 rano przyszedł sms z "warzywniaka", że kapusta włoska będzie jutro (że do gołąbków), ale jakby zwykła to dzisiaj za 1,5 h. A pięć minut temu zadzwonił "mięsny", że są kolanka! Do 16-tej mogę odebrać.

Tiaaa... co by tu jeszcze usprawnić? Może jakiś kontakt z piekarnią, chemicznym, albo spożywczym? Albo stacją benzynową, biurem podróży i lotniskiem? Że paliwo staniało, że lot do Kanady za 10 zł, a w last minute Hawaje?

Wiecie, takie życie w niewielkiej miejscowości ma swoje plusy. Ludzie znają mnie, ja znam ich, wiem, że w razie Wu ktoś coś poradzi, wesprze, schowa pod ladą. A jak przychodzi pora, to zadzwoni, spyta, czy nie chcę kupić jagód, albo grzybów. 


Wiem, monotematyczna się zrobiłam, ale co począć? Póki co żyję tym moim letniskiem:)

Miłej środy, Kochani :*

(bo to środa dzisiaj, prawda?)

wtorek, 16 kwietnia 2013
KGW w kryzysie

Przewodnicząca jednoosobowego koła gospodyń wiejskich pomału wchodzi w kryzys z wymyślaniem obiadów. Na szczęście pani w mięsnym podrzuciła pomysł z "kolankami" w kapuście, to jeden obiad więcej już mam.  O ile doliczyłam ostatnio, że jestem w stanie ugotować 20 różnych zup, na 20 dni tak, żeby się nie powtarzały, to z mięsami zaczynam mieć kłopot. Więc! Jeśli macie jakieś propozycje, to proszę się nie krępować, to jest czas i miejsce, żeby dawać mi rady:)

Na oknie w salonie właśnie "wyrasta" w blaszce chałka, nawet zrobiłam kruszonkę, co, jak wiecie, przy moich antytalentach pieczeniowych zakrawa na cud.  Jeśli się uda - to będziecie świadkami kolejnego cudu nad Wisłą! :)

Miłego dnia, Robaczki, niech nam wiosna miłą będzie! :***

UPDATE
No cóż, drugiego cudu nad Wisła nie było... była za to kupa dymu i dramacik:/ ciasto wyrosło, kruszonka pospadała, poprzypalała się, aż dziw, że straż pożarna nie wpadła... Teraz muszę szybko wymyślać coś innego, bo z chałki wyszedł piękny zakalec:/

piątek, 12 kwietnia 2013
Pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień mojej letniskowej pracy dobiega końca. Panowie zbierają się na weekend do domu. W poniedziałek rano znowu wrócą, bo pracują w mojej okolicy. I znów się zacznie...

Dziś wpadł Ich kierownik na wizytację, akurat jak mi się grzybowa w garze przypalała, a ryby na patelni. Nawet nie miałam czasu pogadać. Kierownik poszedł do Chłopaków do letniska i chyba podzielili się z Nim obiadem, bo przed wyjazdem zaszedł, poprosił, żeby otworzyć mu bramę i bardzo sobie moją kuchnię chwalił. I w ogóle stwierdził, że "chłopacy naprawdę dobrze trafili." Też tak sądzę, nieskromnie:D W końcu mnie się też tu podoba i smakuje mi to, co ugotuję. Chyba, że mi nie wyjdzie, kiedy najbardziej się staram:/ A zdarza się ...

Żeby jakoś ogarnąć nowe obowiązki, musiałam sobie nieco usystematyzować pracę. Posiłki planuję na każdy dzień, zapisuję w zeszycie, określam przybliżony koszt i STARAM SIĘ bardzo trzymać planu. Wszelkie swoje sprawy, łącznie z zakupami, nauką angielskiego, odrabianiem prac domowych staram się załatwiać do południa, bo o 12 zaczynam szykować obiadokolację i deser. O 16.30 podaję Panom posiłek główny, a deser przeważnie nieco później. Potem ogarniam swoje miejsce pracy, że kuchnię i JUŻ o 18-19 mam wolne. A o 20-21 idę spać, bo padam na pysk. I tak, o.


I cieszę się bardzo, że mogę robić to, co lubię:)

Czego i Wam życzę:*
I jeszcze miłego weekendu:**

wtorek, 09 kwietnia 2013
Bizneswoman, że hej...

Jak już się tak wczoraj urobiłam, ogarnęłam, to siadłam zajrzeć do kompa, co u moich braci Fejsbuczan słychać. I nachwaliłam się przyjaciółce, czego to nie zrobiłam, czego to nie ugotowałam i upiekłam dla gości. Mała (że przyjaciółka) spytała w końcu dość sceptycznie - a ty chociaż zarobisz na tym...?

No więc siadłam dzisiaj rano i liczę. Jak se wyliczyłam, to mi wyszło, iż: jeśli policzą mi za cztery obiady (jeden pan dojechał nieco później, stąd moja wątpliwość), to zarobiłam 8 zł. Jeśli policzą mi za trzy obiady -  dołożyłam 12 zł.  :D

Ale nie bądźmy, prawdaż, drobiazgowi....

Miłego, Kochani :**

piątek, 17 sierpnia 2012
Moje 5 sekund

To jest właśnie mój wieczór - pierwszy od dawien dawna, kiedy siedzę przed komputerem, słucham piosenek na YT i nadrabiam blogowe zaległości. A narobiło się ich... Ale nie ma tego złego - oznacza to bowiem, że czas mija mi baaardzo intensywnie, czyli tak, jak tygryski lubią najbardziej.

To są naprawdę fantastyczne wakacje - spotkałam fantastycznych ludzi, spędziłam z nimi fantastycznie czas, a teraz mogę już zacząć fantastycznie za nimi tęsknić - za Małgosią z Miśkiem, Czarownicą, Berberyskiem i Anią belgijską. Dziewczyny i Misiek tak pozytywnie zainaugurowali rozpoczęcie działalności mojego letniska, że uwierzyłam w sukces i proszę - kolejni letnicy też są fantastyczni.


Najbardziej oczywiście podoba mi się integracja - wieczorki przy ognisku, rozmowy, wzajemne poznawanie się - to w tej nowej pracy lubię naj naj. No i z tej okazji musiałam dziś "przyrządzić" nowe nalewki, bo po pierwszym rzucie niewiele zostało. Tym razem będzie likier śliwkowy, nalewka aroniowo-borówkowa, likierek gruszkowy i ponownie malinówka. Nalewki robią furorę, a nade mną wisi widmo odwyku:)

I jest super!

Czego i Wam, Kochani życzę! Z serca! :D

 
1 , 2