La donna e mobile...
środa, 06 czerwca 2012
Jeśli to wtorek, to jesteśmy na Marsie

To był niesamowicie niesamowity weekend. Dzięki naszym Gościom - Adze, Antonio i Banderasowi (już Oni wiedzą, o kogo chodzi;)) mogłam choć na chwilę oderwać się od problemów.

Zaczęło się w piątek. Goście wzięli sobie do serca moje słowa, że póki wina w domu nie zabraknie, nigdzie ich nie wypuszczę. I tym sposobem już pierwszego wieczoru zapasy zeszły niemal do zera. Piękna to była noc, dawno tak się nie uśmiałam:)

Niestety rano miałam małe perturbacje w swojej czasoprzestrzeni. I tak oto, przy późnym sobotnim chyba śniadaniu, dyskutowaliśmy, co by tu zrobić, żeby maksymalnie przedłużyć tak miło rozpoczęte spotkanie. A że myślenie cuś nam nie szło, rzekłam - oki, nie ma co się na zapas martwić, w końcu dopiero wtorek...

A potem, poruszając kolejny problem natury kosmicznej wyjszło mi, że jesteśmy czwartą planetą układu słonecznego. A  kiedy już się doliczyłam, że czwarty jest Mars, padło hasło przewodnie tego spotkania - Jeśli to wtorek, to jesteśmy na Marsie. I strasznie nam się to spodobało!

Myślę, że warto by było kontynuować tę podróż po wszechświecie i na przykład w jakąś środę spotkać się na Jowiszu, a co!

Ale żeby nie było, że tylko piliśmy- parę innych rzeczy też było - ale czy to warto wspominać?

A jak nam chłopaki "Desperado"  zaśpiewali, mmmmm......

Do zobaczenia na Jowiszu, Kochani :**


środa, 30 maja 2012
Biednemu to i...

... gaz się skończy!

Jak już wczoraj Wam najojczyłam, że tak mi źle, to zaraz wieczorem wzięłam się i posprzątałam kuchnię. Wyrzuciłam z lodówki zleżałe rzeczy, umyłam półeczki i powzięłam plan, że dzisiaj ugotuję sobie pyszny obiad!

Kupiłam pstrągi, warzywka, przyprawiłam, owinęłam folią i w piekarnik. Ale że blondynka jak już coś robi, to robi - od razu wzięłam się za gotowanie pomidorowej. I co? I gaz się skończył! I teraz czuję niedosyt - ryba zjedzona, a pomidorowy ni ma! Aż musiałam zapchać się kromką chleba z czekoladą... Ale jak już dojedzie gaz, to choćby o północy, a zjem tej zupy!

To biadoliłam ja,  Blondynka Maruda:)

Miłego dnia, Kochani:*

wtorek, 29 maja 2012
Babcia potrzebna od zaraz

Jak mi okropnie brak babci. Nawet nie konkretnej jakiejś, ot, zwyczajnej babci. Wychodząc dziś rano do pracy, poczułam ciężar osamotnionego domu. Tak bym chciała, żeby babcia przywitała mnie, kiedy wrócę z pracy. Żeby czekała w otwartych drzwiach, zapytała jak minął dzień i nalała mi ciepłej zupy do talerza.

Bo takich domowych obiadków też mi brakuje. Jak zajrzeć do lodówki - same marne rzeczy, na które i tak nikt nie ma chęci. Gotować nie bardzo mi się chce, bo dla kogo? Misiek często w trasie, Młoda ma swoje wizje popołudnia. Więc taka babcia mogłaby ugotować mi białego barszczu, albo pomidorowej i usiąść ze mną przy stole, i cieszyć się, że wcinam aż miło.

I chyba to PMS, jak nic!

Miłego dnia, Robaczki:*

czwartek, 24 maja 2012
W koło Macieju

Jakoś tak ostatnio wszystko kręci się wokół mojej pracy. I nie są to tylko przykre chwile. Wczoraj, na przykład, mieliśmy u siebie zawody paraolimpijskie dla osób niepełnosprawnych z całego okręgu. Nie tylko pogoda nam dopisała - uczestnicy też.

Muszę się pochwalić, że w grupie domów pomocy społecznej, jedna z dwóch reprezentujących nas drużyn zajęła pierwsze miejsce. Ileż to wzruszeń dostarczają takie igrzyska... Kiedy widzę naszych podopiecznych-zawodników, z jakim przejęciem przygotowują się do startów, jak się dopingują wzajemnie, jak chwalą się sukcesami , tłumaczą się i przeżywają porażki, to aż w duszy coś skwierczy.  I pomyśleć, że na co dzień niektórzy z nich nieźle dają nam w kość, są niesubordynowani, buńczuczni czy roszczeniowi. A wczoraj aż miło było popatrzeć na ich zmagania i sukcesy!

I tylko przez chwilę łzy popłynęły mi ciurkiem po policzkach - kiedy gościnnie występujący zespół zaczął grać sentymentalne piosenki. Pomyślałam sobie wtedy - mój Boże, może to moja ostatnia impreza w tym domu...

Dzisiaj był dobry dzień, niech każdy kolejny będzie już tylko lepszy- czego życzę sobie i Wam :)

poniedziałek, 21 maja 2012
Zakluczona-m

No więc poszłam za Waszą radą, zamknęłam się i udostępniłam dla wąskiego, za to wielce szacownego Grona:)  Dzięki Grafomanii udało mi się rozgryźć cały ten system zapraszania. Pierwszy raz tak tajniaczę, więc muszę się przyzwyczaić:)

Hm, aż chyba nie wiem, co napisać - więc po prostu - miłego dnia:*