La donna e mobile...
środa, 24 grudnia 2014
Wesołych Świąt

I przyszły
już choinką pachnie w pokojach
już potrawy stoją na stołach
i opłatek jak śnieg się bieli
i tańczą niebiescy Anieli
bo przyszły
w ciepłym uśmiechu
mimo trosk i życia pośpiechu
w życzeniach tych do spełnienia:
"Wszystkiego co najpiękniejsze"
W Dniu Bożego Narodzenia


13:22, oksyd74
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Pani Nikt

I ot.

18:43, oksyd74 , New Age
Link
piątek, 19 grudnia 2014
?!

Czy to możliwe, żebym była tak ślepa? Czy tak bardzo zasklepiłam się w sobie, zapatrzyłam w siebie, skupiłam na sobie, tak bardzo pragnęłam,rzucałam się, panikowałam, uciekałam, bałam, chciałam,  marzyłam, tak bardzo ze sobą i światem  szarpałam, że jej nie zauważyłam? Otoczyłam się murem warownym, wlazłam na wieżę i wyglądałam, gdzie jest i czy przyjdzie, a ona była? Tak po prostu, była obok- czekała, przysuwała się,  ustępowała, wracała, pozwalała mi szlochać w swój rękaw, że jej nie ma, a była? Chciałam, żeby raz o mnie zawalczyła, a potem kazałam walczyć ze sobą? Jeśli to prawda, to jestem debilką, ślepą, głupią, debilką. I jeśli wszystko spieprzyłam, nigdy sobie nie wybaczę! Dręczy mnie myśl, czy ona naprawdę jest, czy to tylko moje pobożne życzenie? Boję się jej jak cholera, boję się ważnych słów, chwilami mam chęć uciec gdzie pieprz rośnie, ale ona jest już we mnie, uciekać przed nią, to jakby uciekać przed samą sobą. A ja już nie chcę przed sobą uciekać. Tylko jak się do niej zabrać? Ja nawet jeść bez noża i widelca nie potrafię.

16:57, oksyd74 , New Age
Link
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Płynie łódź moja wzburzonym morzem...

Jak to jest wejść w dorosłe życie w wieku czterdziestu lat? Trochę tak, jakby wskoczyć na głęboką wodę. Kilka zachłyśnięć, a potem (na początku dość niezgrabnie), zaczyna się płynąć. A kiedy już opanuje  się trudną sztukę pływania, zaczyna się odczuwać przyjemność.

W nowe życie wskoczyłam dość niebezpiecznie, na główkę. Zabolało. Ale raczej nie miałam wyjścia. Nagle trzeba było podpisywać umowy, płacić na czas rachunki, pamiętać, gdzie leżą faktury, przeliczać, czy i na co wystarczy. Dla kogoś tak nieogarniętego jak ja - prawdziwe wyzwanie. I o dziwo, wszystko trzymam pod kontrolą. Założyłam teczkę do przechowywania rachunków, zrobiłam zlecenia stałe, pilnuję terminów, jak nigdy. Nawet numer internetowego konta bankowego pomyliłam tylko raz, co skończyło się wycieczką do banku. Więc utrwaliłam sobie dane. Przyznać muszę, że dumna jestem z siebie, jakbym co najmniej trzymała w garści stery wielkiego, międzygalaktycznego imperium. Bez katastrof!

W nowym miejscu urządziłam się całkiem przyjemnie. Nie mogło oczywiście zabraknąć "kącika przyjaźni":


A poza tym, zmieniło się niewiele. Rodzina, przyjaciele, praca. W wolnej chwili aerobik, spotkania z bliskimi, książki. Czy czuję się samotna? Samotność we dwoje boli bardziej. Więc cieszę się każdą możliwą chwilą, nie rozpatruję, nie rozdrapuję, nie zalewa mnie żółć. Generalnie jestem szczęśliwa. I znowu cieszę się drobiazgami :) Jakie to niesamowite uczucie, kiedy jedziesz na zakupy i musisz mocno się zastanowić, czy aby na pewno powinnaś kupować to czy tamto. Nagle muszę sobie "uzbierać", odłożyć, dorobić. Mam parę złotych z "korków" i już samych milion pomysłów, na co je wydam, sprawia mi radość :) Wiem, głupia jestem:) Ale jak wszystko się miało, to przestało cieszyć. Teraz trzeba trochę powalczyć. (Wiem, pewno minie mi). 

... inny by pewnie już stracił głowę ...

PS. Przepraszam, za wyłączone komentarze, nie chcę więcej o tym mówić, niż chcę :)

17:45, oksyd74 , New Age
Link
piątek, 12 grudnia 2014
Zaklinaczka myśli

Myślała, że swoim spokojem uleczy Jego poranioną duszę. Myślała, że witając Go w progu uśmiechem, zarazi Go radością. Myślała, że swoją miłością nauczy Go kochać. Myślała, że biorąc winy na siebie, załagodzi Jego gniew. Wszystkie jej myśli krążyły wokół tego, jak myśleć, jak przewidzieć, jak stąpać, jak oddychać, żeby nie zakłócić obrazu świata, który On sobie stworzył. I jak bardzo by się nie starała ... 

A więc najpierw przestała mówić, potem przestała myśleć, potem czuć. Nie była spokojna,  nie śmiała się, nie starała, nie brała win. Nie była. 

A On przecież kochał. Tyle razy powtarzał. Oczekiwał w zamian. Przecież przeprosił, starał się, kochał. Potem znów przeprosił i starał się, i kochał. I kochał. I odszedł.

Myślała, że już nigdy nie pokocha. Przecież jest już mądra, rozsądna i stanowcza. I już nigdy nikt...

A teraz ... teraz nosi plecak pełen niedokończonych wierszy,  głowę pełną myśli i nieposkromionych marzeń, serce, pełne tęsknot i smutków.  Na chłopski rozum, kocha. Na głupie serce, kocha. Na dziecięcą naiwność, kocha. I choćby nie wiadomo jak pragnęła, pewno nigdy nie powie swojej miłości "kocham cię",  bo strach.